Archiwalny blog Claygirl.
Happy birthday to me,
happy birthday to me,
happy birthday dear Claygirl,
happy birthday to me!
Życzę wam, żebyście czuli na codzień to, co ja czuję.
"Don't go changing, to try and please me
You never let me down before
Don't imagine you're too familiar
And I don't see you anymore
I wouldn't leave you in times of trouble
We never could have come this far
I took the good times, I'll take the bad times
I'll take you just the way you are
Don't go trying some new fashion
Don't change the color of your hair
You always have my unspoken passion
Although I might not seem to care
I don't want clever conversation
I never want to work that hard
I just want someone that I can talk to
I want you just the way you are.
I need to know that you will always be
The same old someone that I knew
What will it take till you believe in me
The way that I believe in you.
I said I love you and that's forever
And this I promise from the heart
I could not love you any better
I love you just the way you are."
Billy Joel - Just the way you are
U mnie wszystko przychodzi z lekkim opóźnieniem. Uświadomienie sobie niektórych istotnych spraw po prostu musi zając mi dzień lub dwa.
Dzisiaj uświadomiłam sobie, jak pochopnie potrafię postępować. Ostatnio miałam dziwny problem z Sero:
Kiedy się spotykamy, jest idealnie. Czuję się wręcz jak księżniczka :) Skupiam na sobie jego uwagę, czuję się doceniona i kochana. Mogę godziny spędzać na głupim uśmiechaniu się i wlepianiu oczu w jego idealną twarz. Sytuacja zmienia się, kiedy przychodzi zwykły dzień, oboje pracujemy. Ja wciąż jestem lekko podchmielona chemią miłości, która na mnie działa. Trudno mi wybić sobie Sero z głowy, nie mogę właściwie o niczym innym myśleć. Co jakiś czas odruchowo łapię za komórkę, żeby wystukać dosłownie cokolwiek do niego. Chciałabym, żeby odpowiedział. Kiedy wracam do domu, czekam przez cały wieczór na gadu-gadu, aż on się pojawi. Problem w tym, że zjawia się bardzo późno, kiedy kładę się spać, albo nie odpisuje na smsy - ne zdarza mu się napisać czegoś samemu. To zupełnie, jakbym dla niego nie istniała w ciągu dnia.
Pewnie każdy związkofob podskoczy teraz z oburzenia i wykrzyknie, że nie pasujemy do siebie, że on mnie nie kocha, albo, że ma ważniejsze sprawy niż Clay, na głowie. Otóż, chyba właśnie zrozumiałam, że tak nie jest.
Wczoraj nie wytrzymałam i wybuchłam mu w twarz, ze swoimi pretensjami. Nie pamiętasz, nie kochasz, nie interesujesz się mną, nie jestem lalką, którą możesz się bawić kiedy chcesz... Wykrzyczałam się chyba za wszystkie następne kłótnie z Sero. Było mi strasznie ciężko i źle. Sero starał się bronić, tłumaczyć, sprawić, żebym zrozumiała. To raczej nic nie dało. Dopiero, kiedy uświadomił mi, że jemu też jest przykro, zrozumiałam.
Sero po prostu taki jest. Bardzo skupiony na swojej pracy i hobby. Jest czułym, delikatnym i czasami nieśmiałym chłopakiem. Fakt, że się nie odzywa, nie znaczy, że nic do mnie nie czuje, że nie kocha. Wierzę w jego uczucie.
Też go kocham, bardzo. Akceptuję takiego, jakim jest.
Jest moim marzeniem, którego możliwe, że nie jestem warta.
Boję się go skrzywdzić...
Cały czas zapominam pisać. Mam o czym, jest mi absolutnie wspaniale. Jestem zakochana, bardzo bardzo! Wszystkie problemy odleciały, a jego każdy uśmiech czyni mnie bezgranicznie szczęśliwą osobą.
Cały czas zapominam o pisaniu. Zdaję sobie sprawę z tego, że miłość, jak wszystko, kiedyś przeminie. Mam nadzieję, że im więcej napiszę, tym więcej z tych wspaniałych chwil pozostanie w mojej pamięci.
Wczoraj wyglądał niesamowicie, kiedy śmiał się stojąc przy kuchence, gmerając przy patelni i polemizując z moją siostrą na temat syfu, jaki panuje w ich miejscach pracy. Był taki cudownie beztroski.
Aktualny wynik:
0 : 1 dla Gentoo
Jakieś 5 dni temu mój Windows XP odmówił współpracy. Od tylu właśnie dni staram się zainstalować Gentoo Linux. Problemy mnożą się i narastają, a ja powoli tracę cierpliwość. Jak narazie stanęłam na emergowaniu Lilo z błędem. Ciekawe, co będzie dalej?
Niedługo przyjedzie Sero, był u rodziny na 2 dni. Właściwie na jego przyjazd cieszę się już od momentu, kiedy wyjechał :)
Każda okazja jest chyba dobra, żeby pokazać jak bardzo się kocha :) Ostatnio to były sms'y obrazkowe, strony w necie (http://claygirl.info), a teraz to będą muffiny marchewkowe. Mam nadzieję, że się ucieszy :)
Muffiny piekę wg. zmodyfikowanego przepisu z serwisu Mniammniam.pl, autorstwa Bajaderki.







Obudziłam się, nie wiem dlaczego, nie mogę zasnąć. Leżę na łóżku i myślę. O algorytmie DES, Firefoxie, xorowaniu, kabelku krosowanym i o tym, jak bardzo lubię go przytulać. Dobrze nam razem.
Spać nie mogę, ale jestem szczęśliwa.
Ps. Mam zamiar w najbliższym czasie przenieść bloga pod inny adres, na inny system (Movable Type).
Wzięło mnie na wspominki - zajrzałam do archiwum z przed roku. Zobaczyłam coś, z czego nie jestem dumna. To notka o mojej klasie. Jest mi strasznie, nawet bezdennie głupio, że napisałam coś takiego. Dziecinada okropna. Przez ten rok zdążyłam przekonać się, że w mojej klasie jest bardzo wiele osób, które mają coś do zaoferowania światu i nie ograniczają się do oglądania swojego cool nosa. Przykro mi, że wtedy tak ich osądziłam... Przepraszam.
Należy jednak nadmienić, że w mojej klasie są osoby, które pasują do opisu z przed roku. Nie wiem czy dzisiaj, nie napisałabym tego jeszcze ostrzej? Tylko po co.
Wczoraj odkryłam jak cudowny może być webdesign. Popatrzcie na css Zen Garden. Naprawdę zapiera dech w piersiach.
skomentuj (2)
Wczoraj wróciłam z mojego trzydniowego wyjazdu na wieś. Byłam z rodziną w Łaskarzewie - małej mieścinie, wcale niedaleko od Warszawy. Jako mieszkanka stolicy, miałam jedną z niewielu możliwości, poznania prawdziwej, polskiej, powojennej wsi.


Dzisiaj czuję się bardzo źle. Wczoraj byłam na Shreku 2. Wszyscy, którzy go widzieli, wiedzą, że film kładzie duży nacisk na tolerancję. Porusza temat bycia akceptowanym przez innych.
Dzisiaj obudziłam się w potwornie złym humorze. Pierwsze o czym pomyślałam, to: "Dlaczego jestem sobą???". Druga myśl dotyczyła akceptowania samej siebie.
Nie akceptuję siebie. Jestem na drodze na którą każdy nastolatek w pewnym momencie musi wkroczyć. I każdy musi zejść. Z różnym skutkiem.
Mnie jest wyjątkowo ciężko na tej drodze. Jest tak źle z innego, typowego dla nastolatków powodu: "nieszczęśliwej miłości". Moja miłość, w postaci Boskiego Adonisa powiedziała mi ostatnio, że lubi bardzo szczupłe i umięśnione dziewczyny. Powidział mi także, że z ciała mam ładne... stopy. Cudownie. Usłyszałam też o braniu życia w swoje ręce i zaprzestaniu użalania się nad sobą.
Myślę, że mam życie w swoich rękach. Hormonów natomiast mnie.
Dlatego w tym momencie czuję się skrajnie nieakceptowana przez otoczenie. Bo Boski mnie nie kocha.
Wczoraj wykonałam cały ciąg Tai Chi. Od ukłonu do ukłonu. To znaczy, że nie jestem już początkująca. Znam podstawowe ruchy i mam pewne pojęcie o tym, co to jest Tai Chi.
Przez następne trzy miesiące będę chodziła do grupy pośredniej i uczyła się poprawnie wykonywać każde z ćwiczeń.
Będzie bardzo bolało ;) Szczególnie w okolicach kręgosłupa.